Akragas

07.10.2010

Po standardowo spędzonym dniu przed komputerami, ok 17 postanawiamy zwiedzić ruiny starożytnego Akragas (tzw. dolinę świątyń – Valle dei Templi). Założone w 581r. p.n.e., uznane przez Pindara za „najpiękniejsze miasto śmiertelnych” obecnie nosi nazwę Agrigento.

Akragas

„Rzut beretem” od naszego aktualnego miejsca zamieszkania. Pięknie podświetlone wieczorami. Widoczne z daleka. Tak blisko – wstyd, że jeszcze nie byliśmy. Więc idziemy, A właściwie jedziemy, bo to jednak zbyt duży kawałek na spacer. Parkujemy przy wejściu do części wschodniej (lepiej zachowanej). Zgodnie z mapą umieszczoną w naszym przewodniku w tym miejscu powinien być parking.

I pewnie kiedyś był. Ale teraz, pomimo tego, że udało nam się znaleźć dogodne miejsce dla czarnego wehikułu, musimy go przestawić na oficjalny parking znajdujący się nie wiadomo gdzie. Dlaczego? Bo pani w kasie przy wejściu nie chce sprzedać nam biletu wstępu widząc nasz samochód zaparkowany obok innych stojących w miejscu gdzie powinien być parking a oficjalnie go nie ma. Stopień przyswojenia przez panią języka angielskiego nie pozwala jej wytłumaczyć nam dlaczego. Zrezygnowani odchodzimy od kasy jedynie z argumentem: „bo tak!” zamiast biletów. Jesteśmy trochę wkurzeni z powodu straty cennego czasu ( i światła – na to marudzi czołowy fotograf wycieczki). W akcie buntu przeciwko „głupim” (czyli niezrozumiałym) regułom, niemożności zostawienia samochodu w miejscu gdzie nie wadzi nikomu i stoją inne, znalazłszy oficjalny parking (oczywiście przy stronie zachodniej ruin, których nie mieliśmy w planie dziś zwiedzać), parkujemy yafud owy wehikuł obok płatnego parkingu i idziemy do kasy, do której skierowała nas pani z tej poprzedniej. Tam odkrywa się przed nami kolejna niezgodność przewodnika z rzeczywistością (never ever przewodników Rough Guides – czy ja już tego nie napisałam przypadkiem?) bilety na zwiedzanie samej doliny świątyń (bez muzeum archeologicznego) nie istnieją. Czyli musimy zapłacić 10 euro zamiast spodziewanych 6. Plusem jest fakt, że możemy wykorzystać te bilety następnego dnia, aby wejść do części, której nie obejrzymy dziś.

Agrigento

Niestety z racji tego, że parking jest po stronie zachodniej (więcej ruin i gruzów – żadnej zachowanej świątyni) musimy dziś zacząć (i skończyć:( ) zwiedzanie od teoretycznie mniej atrakcyjnego obszaru. Marudzę i marudzę – powiecie jakie to ma znacznie dziś czy jutro? Otóż ma ogromne, jak się zapewne domyślacie opisuję te wydarzenia z opóźnieniem – tym razem nawet sporym – więc wiem, co będzie (w sensie zdarzyło się) następnego dnia. Dlatego tak marudzę i złoszczę się, że zostaliśmy zmuszeni do zmiany naszych planów zwiedzania. Ale o tym później.

Pioter - wersja fotograf

Póki co jest czwartkowy wieczór, a my zaopatrzeni w aparaty i dwa przewodniki (drugi to Włochy Południowe z „Bezdroży” – znacznie lepszy niż ten z Rough Guides – ale z racji zasięgu tematycznego Sycylia jest w nim mocno okrojona 😦 ), około godzinę przed zachodem słońca wkraczamy na teren doliny świątyń (zachodnią część).

Rozkoszujemy się znikomą ilością turystów i pięknym zachodem słońca. Spacerując po czymś co ma tyle lat (ponad 2000!!!) mam wrażenie zagłębiania się w inną rzeczywistość. Zawsze zastanawia mnie co mogli czuć ludzie mieszkający w takim mieście. Jak bardzo różnili się od nas. Może wcale?

Ciekawe wrażenie robią ogromne głazy, kawałki rzeźbionych kolumn, stropów i podłóg porozrzucane niczym klocki, którymi jeszcze przed chwilą bawiło się dziecko, zapomniawszy w swym zaaferowaniu posprzątać. Przechadzając się pośród tego wszystkiego czułam się trochę jak liliput w pokoju z zabawkami dzieci Guliwera.

Siedząc na takim starym kawale skały, który czyjeś ręce rzeźbiły ponad dwa tysiące lat temu można się nie źle zadumać. Tym bardziej jeśli czeka się na zapalenie świateł, których nigdy tam nie było.

Valle dei Templi

Uzyskawszy pozwolenie nadwornego fotografa, na co dzień ukrywającego się w skórze Informatyka II, na opuszczenie pleneru, udajemy się w kierunku wehikułu. Zaciekawieni sympatycznym opisem w (przodowniku) przewodniku dajemy się skusić na kolację w jednej z trattorii w Agrigento.

Via Atenea – główna ulica spacerowa w mieście ożywa wieczorami, Wypełniona lokalesami ma nawet jakiś urok.

W przeciwieństwie do nastawionej typowo na turystów trattorii, gdzie ja zjadam nawet nie najgorsze przystawki, a Dźwiedź dostaje zamiast krążków kalmara w cieście, całe, niczym nie przyprawione cielsko z grilla. Kalmar z grilla to jest to, co dźwiedzie lubią, może nie najbardziej na świecie, ale bardzo – tyle, że na pewno nie w takim wykonaniu. Pioter prawie niczego nie chce tknąć. Wychodzimy płacąc prawie 30 euro za niedobre jedzenie. Zaczynam rozumieć dlaczego niektórzy nie lubią owoców morza – jeśli jedli je w turystycznym miejscu we Włoszech, to mogły obrzydnąć na stałe.

Świątynie w Agrigento

Świątynie w Agrigento

Reklamy

Informacje o sycylia

Pewnego jesiennego dnia zapakowali walizki i kota do czarnego wehikułu i pod osłoną ciemnej nocy pognali przed siebie – kierunek Sycylia.
Ten wpis został opublikowany w kategorii Sycylia i oznaczony tagami , , , , , , , , , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s